Wspomnienia

Wspomnienia zostały spisane z okazji 60-lecia Szkoły, w grudniu 2007 roku

 

DYREKTOR SZKOŁY:  mgr Beata Domarad – Izdebska

 

Pracę w szkole zaczęłam jako młoda dziewczyna nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś będę kierować tą placówką. W 1991r. przystąpiłam do konkursu na dyrektora i wygrałam go. Wiedziałam, że  podjęłam trudne i bardzo odpowiedzialne wyzwanie. Miałam zaledwie 30 – lat i niewielkie doświadczenie zawodowe.  Z wielką obawą objęłam to stanowisko. W szkole pracowali pedagodzy dużo starsi ode mnie, kompetentni i świetnie przygotowani do zawodu. Niezręcznie mi było kierować taką grupą ludzi. Jednak rodzinna atmosfera jaka panowała w szkole sprawiła, że strach miał tylko wielkie oczy.

Podjęłam tę pracę w trudnym dla Polski i dla szkolnictwa okresie przemian. Zaczęto wprowadzać reformę szkolnictwa, do której nie zawsze mogłam przekonać siebie i grono pedagogiczne lecz do zmian z czasem przywykliśmy wszyscy. Dziś w szkole pracuje dużo młodych pedagogów, którzy mają w sobie wiele zapału i ambicji. Wspaniale przygotowują uczniów do udziału w konkursach i przesłuchaniach sami  też koncertują dając znakomity przykład swoim podopiecznym. To oni teraz tworzą historię naszej placówki.

Jestem dumna, że dane mi jest pracować z tak wysoce wykwalifikowaną kadrą. W  przyjaznej szkole możemy wspólnie rozwijać zamiłowania do muzyki młodych  adeptów sztuki. Wielu z  nauczycieli, to absolwenci  oruńskiej szkoły, którzy wrócili po latach aby przekazywać zdobytą wiedzę muzyczną młodym pokoleniom.

 Życzę  całej społeczności szkolnej wszystkim  pedagogom, administracji i obsłudze  uczniom i rodzicom wytrwałości w pokonywaniu barier i rozbudzaniu miłości do najpiękniejszej dziedziny sztuki do muzyki oraz  następnych 60-lat w tak wspaniałej atmosferze.


 

mgr Irena Barbucha

 

W Państwowej Szkole Muzycznej im. Henryka Wieniawskiego w Gdańsku- Oruni rozpoczęłam zajęcia jako nauczycielka gry na fortepianie głównym, obowiązującym, oraz prowadząca lekcje akompaniamentu dla uczniów grających na różnych instrumentach. Zaangażowała mnie we wrześniu 1985r ówczesna dyrektorka pani Teresa Madejska.

Razem ze mną pracę w szkole zaczynało troje innych młodych nauczycieli, z których do dziś pracuje pan Andrzej Pasternak. Kilka lat wcześniej ze szkołą związali się  także pani Maria Datta, oraz pan Leszek Muchowiecki.

Zostaliśmy życzliwie przyjęci przez mocno dojrzałe grono pedagogiczne.

Szkoła wówczas nie wyglądała tak, jak obecnie. Dzieliła losy wielu placówek szkolnictwa artystycznego, na remont których zawsze brakowało pieniędzy.

Te niedostatki pokrytych patyną ścian  rekompensowała serdeczna, prawie rodzinna atmosfera panująca wtedy w szkole. Sprzyjała ona rozwojowi uzdolnień muzycznych u młodzieży, dla których szkoła często stawała się drugim domem.

Pamiętam obchody 40-lecia Szkoły odbywające się kameralnie w Auli, na których pojawiły się osoby emocjonalnie związane z historią szkoły. Komitet  Rodzicielski ufundował wtedy granitową tablicę z wizerunkiem Patrona Szkoły.

W grudniu 1997r. Szkoła uroczyście obchodziła Jubileusz 50-lecia. Jej osiągnięcia zostały uhonorowane przyznaniem wielu nagród, dyplomów, oraz prestiżowego Medalu 1000-lecia Gdańska.

Główne uroczystości odbyły się z rozmachem w Sali Widowiskowo- Teatralnej MDK w Gdańsku Oruni, tam  dyrektorka mgr Beata Domarad-Izdebska zaprosiła wielu znakomitych gości, absolwentów, oraz dawnych pracowników szkoły.

Po uroczystym koncercie uczestnicy obchodów  zasiedli do obficie zastawionych stołów,  by raczyć się smakiem  potraw specjalnie przygotowanych na tę okazję.

Szkoła wówczas się o wiele lepiej prezentowała się wizualnie, co było zasługą jej kierownictwa w uzyskiwaniu środków na niezbędne prace remontowe.

Od tego czasu datuje się powolny proces zmiany pokoleń wśród kadry nauczycielskiej.

Obecnie w roku Jubileuszu 60-lecia Szkoły nauczyciele – artyści są młodzi i pełni energii, jak nigdy przedtem, w szerokim tego słowa znaczeniu.

Podobnie szacowne mury Jubilatki otrzymały spory zastrzyk regenerujący i po kilkuletnim remoncie prezentują z dumą swe odnowione oblicze.

Taka jest szkoła, z którą związałam swoje losy ponad 20 lat temu.

Tworzy ją cała społeczność szkolna podlegająca różnym przeobrażeniom, które niesie za sobą życie.

Staram się na bieżąco uczestniczyć w życiu szkoły, bowiem od 10 lat autorsko redaguję Kronikę Szkolną, będącej świadectwem ciągle otwartej historii szkoły.


 

mgr JERZY BELLWON

 

Umiejętność nauczania jest darem, darem doświadczenia, amalgamatem błędów i odkryć, sukcesów i porażek; darem tak nieprzewidywalnym jak ziarno, które sieje rolnik nie wiedząc, co z niego wykiełkuje, jaka będzie ta roślina i jakie sama wyda ziarno, dołączając do wielkiego cyklu natury i tworzenia – Yehudi Menuhin

Czas płynie nieubłaganie i niepostrzeżenie. Z tą banalną prawdą obcujemy na co dzień, ale jej prawdziwe znaczenie uświadomiłem sobie dopiero, kiedy dyrektor Beata Domurad- Izdebska poprosiła mnie o napisanie kilku zdań z okazji jubileuszu 60 – lecia Szkoły.

Z niedowierzaniem i, co tu kryć, z odrobiną nostalgii skonstatowałem, że minęło dwadzieścia kilka lat mojej pracy w szkole, a ja sam, zgoła nieoczekiwanie, awansowałem do zaszczytnej pozycji osoby „godnej napisania wspomnień” związanych ze Szkołą. Jednocześnie czułem pewne zakłopotanie, bowiem taki splendor zazwyczaj bywa udziałem osób nobliwych, niezwykle zasłużonych, wyróżnieniem porównywalnym do nagrody za tzw.„całokształt twórczości”, przyznawanej ludziom u schyłku działalności zawodowej, tymczasem ja nigdy nie sytuowałem się tak wysoko i szczerze mówiąc niespieszno mi jeszcze do statusu „pomnika przyrody”. Jakiekolwiek jednak byłyby moje wątpliwości, prośbie p. dyrektor nie wypadało odmówić.

Cofnijmy się zatem w czasie.

Do pracy w Szkole przyjmowała mnie p. dyrektor Teresa Madejska. Pierwszy raz w 1984 r., a ostatecznie w roku 1990 (od tego czasu nieprzerwanie jestem związany ze Szkołą ). Dyrektor Madejską wspominam z szacunkiem i wdzięcznością, będąc początkującym nauczycielem spotykałem się z Jej strony z życzliwością i pomocą. Jako dyrektor byłą wymagająca, ale jednocześnie ciepła i serdeczna, obdarzała nas, młodych, zaufaniem i wspierała radą. W tamtym czasie zresztą znaczną część grona nauczycielskiego stanowiły osoby z wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym, związane ze Szkołą od dawna, niektóre, jak p. Ludka Kopczyńska (niech mi, smarkaczowi, wybaczy poufałość, wszyscyśmy Ją tak nazywali) pamiętające jeszcze pierwsze lata Szkoły. Spośród pozostałych wspominam zwłaszcza pp. Teresę Geras, Reginę Grzegorzewską, Halinę Zajączkowską, Andrzeja Filara oraz p. Renię Loda, kierownika szkolnej administracji, zarazem dobrego ducha Szkoły (proszę o wyrozumiałość wszystkich, których nie wymieniłem).

To właśnie grupa starszych wiekiem i stażem pracowników stanowiła trzon szkolnej kadry i wpływała na dobrą, przyjazną wobec wszystkich, atmosferę. Im także, w dużej mierze, zawdzięczamy inteligencki etos dobrej pracy, który, mimo różnych zawirowań, potrafili zachować i przenieść do naszych czasów. Pracując obok nich i wspólnie z nimi, byliśmy (myślę o grupie młodych nauczycieli) niejako skazani na przyjęcie i zaakceptowanie takiego stylu pracy, który dziś pozwala nam spoglądać z satysfakcją na dokonania i jednocześnie z nadzieją myśleć o przyszłości. W historii szkoły ważna jest ciągłość. Zmieniają się warunki, otoczenie, starszych nauczycieli zastępują młodzi, każdego roku jedni uczniowie opuszczają szkolne mury inni przychodzą na ich miejsce. Trwa jednak ciągłość tradycji, polegająca na tym, że następcy przejmują od poprzedników kanon postępowania, stanowiący pewnego rodzaju zbiór zasad etycznych, odnoszących się do wszystkich dziedzin działalności zawodowej i do wszystkich grup tworzących społeczność szkolną. Dziś naszą ambicją jest nawiązywanie do najlepszych szkolnych wzorców, kontynuowanie rozpoczętej 60 lat temu dobrej pracy tak, żeby nasi następcy, pisząc kolejne rozdziały historii Szkoły, mogli powoływać się także na nasze dokonania. Obyśmy potrafili temu sprostać.


 

mgr PAULINA KUKLIŃSKA

 

 

W tym roku minęło 10 lat mojej pracy w oruńskiej szkole muzycznej. Przez cały ten czas chłonęłam niepowtarzalną,  kameralną, atmosferę panującą od lat w tych murach. Przede wszystkim jednak poznawałam specyficzny charakter popołudniowych zajęć z dziećmi, z którym przedtem – jako początkująca nauczycielka – nie miałam styczności. Jednak dzięki ogromnej życzliwości zawodowej znacznie starszych ode mnie koleżanek, będących  nauczycielkami fortepianu, przede wszystkim pań: R. Grzegorzewskiej, T. Geras czy L. Kopczyńskiej, dzięki ich mądrym radom, popartym wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym, mogłam poznawać arkana sztuki uczenia dzieci w szkole popołudniowej. W początkach mojej pracy na Oruni Panie te tworzyły  trzon sekcji pianistycznej  szkoły.

            Od tamtego czasu minęło już kilka ważnych dla szkoły lat. Każdego niemal roku dokonywały się w niej  zmiany kadrowe. Jedni odchodzili, co jest zgodne z naturalną koleją życia, inni przychodzili, przynosząc ze sobą młodość, zapał i niezwykle cenną świeżość spojrzenia na szkołę muzyczną pierwszego stopnia jako  miejsce kontaktu z prawdziwą sztuką harmonii dźwięków.  Warto zauważyć, że wśród moich nowych koleżanek i kolegów w sekcji fortepianu aż czworo to absolwenci właśnie naszej  szkoły. Przyszli tu ,by kontynuować tradycje pedagogiczne swoich nauczycieli. Mają okazję w tym samym otoczeniu spojrzeć na proces nauczania gry na instrumencie z innej perspektywy. Młodzi, wykształceni, kompetentni pianiści wprowadzają ożywczy powiew w edukację młodzieży, w czasach kiedy natłok różnorodnych bodźców utrudnia skupienie się  na elitarnej dziedzinie sztuki, jaką jest muzyka klasyczna, wykazując się szczególnym zaangażowaniem w kształtowaniu osobowości przyszłych wykonawców, jak i budzeniu wrażliwości świadomych odbiorców sztuki muzycznej.

            Dzięki współpracy w sekcji, zwłaszcza dyskusjom merytorycznym i pomysłowości pedagogów, zrodziło  się  wiele  inicjatyw pedagogiczno – muzycznych, między innymi szkolny konkurs gry a’vista, konkurs muzyki rozrywkowej, czy koncepcja  koncertów tematycznych. Sami nauczyciele niejednokrotnie występują w środowisku lokalnym jako soliści i kameraliści, a uczniowie z powodzeniem prezentują się na konkursach pianistycznych.

            Atmosfera w sekcji fortepianu – zresztą najliczniejszej w szkole – sprzyja rozwojowi uczniów, a entuzjazm i chęć do pracy młodych pedagogów są niezwykle motywujące i owocne. Teraz to oni piszą dalsze rozdziały historii placówki i kształtują gusta muzyczne następnych pokoleń. I z pewnością po latach będą z szacunkiem wspominani, tak jak my dziś – podczas jubileuszowego spotkania – wspominamy tych, którzy przekazywali nam dorobek swojego zawodowego życia.    


 

mgr KRYSTYNA PRZYBYLIŃSKA-ŻGAJ

 

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę uczyć małe dzieci gry na skrzypcach.

Po studiach zostałam asystentką w klasie prof. Mirosławy Pawlak, wychowanki sławnego prof. Stefana Hermana. Prowadziłam zajęcia ze studentami, realizując równocześnie wymaganą na uczelni własną działalność koncertową.

Były to wspaniałe czasy wytężonej pracy, wielkiej radości z grania i ogromnych możliwości otwierających się przed młodą skrzypaczką, tym bardziej, że powstała wówczas w Gdańsku jedna z pierwszych w Polsce orkiestr „eksportowych”, Orkiestra Kameralna Wojciecha Rajskiego, do której współtworzenia zostałam zaproszona. Przez 5 lat udawało mi się godzić pracę na uczelni z wyjazdami na koncerty Orkiestry Kameralnej, jednak w momencie otwierania przewodu naadiunkta stanęłam wobec wyboru: albo sto koncertów rocznie, albo Akademia Muzyczna. Odeszłam z uczelni, przedkładając ponad karierę naukową możliwość koncertowania z największymi muzykami naszych czasów, m. im. Mścisławem Rostropowiczem, Miszą Majskim, Paulem Badurą-Skodą, Sabin Meyer, Konstantym Andrzejem Kulką, wybierając zamiast sali wykładowej – najsławniejsze sale koncertowe świata: Kennedy Center w Waszyngtonie, Lipski Gewandhaus, Grosser Konzerthaussaal i Musikverein w Wiedniu, Sal Pleyela w Paryżu, Filharmonie Berlińską i Petersburską, Concertgebouw w Amsterdamie i inne.

Po latach życia w pędzie i natłoku wspaniałych wrażeń ponownie musiałam zweryfikować kierunek swojej drogi. Rozstałam się z orkiestrą – choć nie było to rozstanie definitywne, ponieważ do dziś jestem zapraszana do grania koncertów i uczestniczenia w zagranicznych tourneés podczas wakacji. 14 lat temu przyszłam uczyć małe dzieci w szkole muzycznej I stopnia. Na Oruni.

Uczenie dzieci stało się dla mnie kolejnym wyzwaniem i źródłem innego rodzaju satysfakcji. Mam możliwość obserwowania rozwoju dzieci i uczestniczenia w kształtowaniu ich artystycznych duszyczek. Są pełne świeżości i spontaniczności, która udziela się prowadzącemu zajęcia. Wielką radość dają mi sukcesy moich uczniów w konkursach – regionalnych, ogólnopolskich i międzynarodowych.

Nie bez znaczenia jest te to, że nasza szkoła jest niewielka, kameralna, panuje w niej prawie rodzinna atmosfera, wszyscy się znają – i czują bezpiecznie.

Przez 60 lat trwania szkoła wrosła w pejzaż niełatwej dzielnicy – Oruni. Jest bez wątpienia ważnym ośrodkiem kultury, otaczanym życzliwością i poparciem miejscowych władz.

Pomimo krętych ścieżek, które doprowadziły mnie na Orunię, jest to teraz moje miejsce.


 

mgr OLGA SAŁADZIAK

 

Jubileusz 60-lecia Szkoły zbiegł się z moim Jubileuszem 25-lecia pracy pedagogicznej. Rozpoczynając studia na wydziale Pedagogiki instrumentalnej, wówczas jeszcze w Wyższej Szkole Muzycznej w Gdańsku wiedziałam, że moją wymarzoną pracą jest nauczanie fletu w szkole muzycznej. I stało się, po dwóch latach uczenia na fortepianie, w 1984 roku zostałam zatrudniona w Państwowej Szkole Muzycznej -I- stopnia im. H. Wieniawskiego w Gdańsku – Oruni jako nauczyciel fletu. Ówczesna Dyrektor, pani Teresa Madejska szybko wprowadziła mnie w specyfikę pracy szkoły. W szkole panowała atmosfera dużej życzliwości zarówno w relacjach uczeń-nauczyciel jak i pomiędzy nauczycielami mimo dużej rozpiętości wieku. Dyrektor Teresa Madejska przy uczniach tytułowała każdego nauczyciela  pan/pani profesor (uczniowie nazywani byli pieszczotliwie „pierniczkami”), więc czułam się kimś ważnym. Swoją pracą i postawą starałam się zasługiwać na to miano.

Mijały lata. We wrześniu 1991 roku dyrektorem szkoły została mgr Beata Domarad –Izdebska i pełni tę funkcję do dziś.

Atmosfera pracy w szkole jest tak wspaniała, że nie skusiła mnie nawet propozycja pracy w Szkole Muzycznej w Sopocie, którego jestem mieszkanką. Ponieważ w szkole nie ma dzwonków i przerw, nauczyciele mają mało okazji do spotkań. Z inicjatywy pani Dyrektor organizowane są spotkania przy okazji różnych świąt, np. Dnia Nauczyciela lub Świąt Bożonarodzeniowych. Mamy wtedy czas aby przy kawie, herbacie oraz smacznym poczęstunku porozmawiać na tematy szkolne i nie tylko. Nie rzadko na nasze spotkania przychodzą również emerytowani nauczyciele i atmosfera staje się wtedy bardzo rodzinna.

W Naszej Szkole mamy wspaniałą młodzież, która stymulowana przez bardzo zaangażowanych nauczycieli osiąga sukcesy. Dzięki zabiegom pani Dyrektor szkoła jest remontowana. Z roku na rok warunki pracy i nauki są bardziej komfortowe.

We wrześniu 2000 roku Dyrektor Beata Domarad – Izdebska powierzyła mi opiekę nad działem instrumentów dętych i perkusji. Jako opiekun działu staram się dbać o dobrą organizację pracy oraz sympatyczną atmosferę.

Z okazji 60-lecia życzę Naszej Szkole aby nadal tak prężnie działała na niwie pedagogicznej i artystycznej i aby duża sala koncertowa nie pozostawała tylko w sferze marzeń i projektów.